- Kategorie bloga:
- Amicidebici.229
- do M..94
- jadę sam, jak palec albo coś tam.36
- ni to ni sio.36
- poŁodzi się.618
- Rekordy.6
- Wiedeń.65
- wycieczka.131
- Wypad.54
- Wyprawy i Wylewy ;).396
nie taka Korsyka ciepła, dz. 3
Środa, 23 kwietnia 2014 | dodano:04.05.2014 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
- DST: 87.51km
- Czas: 05:05
- VAVG 17.22km/h
- VMAX 40.00km/h
- Temp.: 25.0°C
- Kalorie: 1213kcal
- Podjazdy: 852m
- Sprzęt: Rower Czarny
- Aktywność: Jazda na rowerze
W cenę noclegu w naszej uroczej Gites wliczone było śniadanie :)
Kiedy M. wrócił z porannego BIGa i zeszliśmy na posiłek, naszym oczom ukazał się pięknie zastawiony stół. Dostaliśmy ciepłe croissant z czekoladą, mniam :) domowy chlebek drożdżowy, bagietkę (chyba kupną, nie udało nam się znaleźć miejsca na nią w brzuchach ;)), a do tego paskudną kawę :P, przepyszny, domowy sok z pomarańczy, chyba domowe dżemy z truskawek i brzoskwiń i domowe jogurty (jogurt miał na dnie dżem z truskawek a resztę słoiczka zajmował gęsty jogurtowy wsad).
Rozglądając się po bardzo ładnie urządzonym domu zjedliśmy śniadanie i niestety ruszyliśmy dalej ;)
Rozbiliśmy się w Ponte Leccia i pojechaliśmy w stronę BIGa, M. przefrunął przez kanion a ja ślimaczym tempem ten kanion zwiedzałam, fotografując i zatrzymując się co chwilę :)
aż w końcu, na 800 metrach stwierdziłam, że kanion się skończył, a miasteczko Asco nie wygląda zachęcająco, żeby jeszcze wyżej do niego podjeżdżać i osiadłam pod pastwiskiem dla krów, na przeciwko mając widok na miasteczko i czekałam na M.
Kiedy M. do mnie zjechał z przełęczy i ruszyliśmy razem w dół okazało się, że mam gumę, a powietrze uchodzi tylko w jednej pozycji koła.. no więc jak najszybciej chcieliśmy zjechać i może dojechać do kempingu (zapomnieliśmy wziąć ze sobą dętek na zmianę, a kemping około 10 km dalej). Zjazd był dość kręty, droga nie była odgrodzona barierką, a ja raczej demonem zjazdów nie jestem i zawsze się widzę jak lecę w przepaść ;) bo koło poślizgnęło się na żwirze, pękła linka hamulcowa, pękło cokolwiek innego, bo jakieś zwierze wpada mi pod koła...
W związku z tym wszystkim gdzieś blisko dołu trzeba było koło dopompować i dalej ruszyliśmy w dół, mieliśmy w planach jeszcze zakupy, więc zostawiliśmy rowery pod sklepem, gdzie powietrze uszło całkiem, M. znowu więc trochę dopompował koło i udało mi się dojechać do kempingu :)
Wieczorami, mimo że nie jesteśmy dość wysoko (dziś ok. 200 m n.p.m.) jest bardzo zimno. Jak tylko zrobi się ciemno, ciężko wysiedzieć na dworze, wchodzimy więc szybko do namiotu, do śpiworów.
Rano rozwieszone pranie jest dużo bardziej mokre niż było wieczorem...



Kiedy M. wrócił z porannego BIGa i zeszliśmy na posiłek, naszym oczom ukazał się pięknie zastawiony stół. Dostaliśmy ciepłe croissant z czekoladą, mniam :) domowy chlebek drożdżowy, bagietkę (chyba kupną, nie udało nam się znaleźć miejsca na nią w brzuchach ;)), a do tego paskudną kawę :P, przepyszny, domowy sok z pomarańczy, chyba domowe dżemy z truskawek i brzoskwiń i domowe jogurty (jogurt miał na dnie dżem z truskawek a resztę słoiczka zajmował gęsty jogurtowy wsad).
Rozglądając się po bardzo ładnie urządzonym domu zjedliśmy śniadanie i niestety ruszyliśmy dalej ;)
Rozbiliśmy się w Ponte Leccia i pojechaliśmy w stronę BIGa, M. przefrunął przez kanion a ja ślimaczym tempem ten kanion zwiedzałam, fotografując i zatrzymując się co chwilę :)
aż w końcu, na 800 metrach stwierdziłam, że kanion się skończył, a miasteczko Asco nie wygląda zachęcająco, żeby jeszcze wyżej do niego podjeżdżać i osiadłam pod pastwiskiem dla krów, na przeciwko mając widok na miasteczko i czekałam na M.
Kiedy M. do mnie zjechał z przełęczy i ruszyliśmy razem w dół okazało się, że mam gumę, a powietrze uchodzi tylko w jednej pozycji koła.. no więc jak najszybciej chcieliśmy zjechać i może dojechać do kempingu (zapomnieliśmy wziąć ze sobą dętek na zmianę, a kemping około 10 km dalej). Zjazd był dość kręty, droga nie była odgrodzona barierką, a ja raczej demonem zjazdów nie jestem i zawsze się widzę jak lecę w przepaść ;) bo koło poślizgnęło się na żwirze, pękła linka hamulcowa, pękło cokolwiek innego, bo jakieś zwierze wpada mi pod koła...
W związku z tym wszystkim gdzieś blisko dołu trzeba było koło dopompować i dalej ruszyliśmy w dół, mieliśmy w planach jeszcze zakupy, więc zostawiliśmy rowery pod sklepem, gdzie powietrze uszło całkiem, M. znowu więc trochę dopompował koło i udało mi się dojechać do kempingu :)
Wieczorami, mimo że nie jesteśmy dość wysoko (dziś ok. 200 m n.p.m.) jest bardzo zimno. Jak tylko zrobi się ciemno, ciężko wysiedzieć na dworze, wchodzimy więc szybko do namiotu, do śpiworów.
Rano rozwieszone pranie jest dużo bardziej mokre niż było wieczorem...



Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!