Info

button stats bikestats.pl
Sezony poprzednie:
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

 Moje rowery

Rower Zielony 8287 km
Obcy :) 143 km
Rower Czerwony 3954 km
Rower Czarny 37399 km

 Znajomi

wszyscy znajomi(14)

 Szukaj

 Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Carmeliana.bikestats.pl

 Archiwum

 Linki

miasto

Sobota, 21 lipca 2012 | dodano:27.07.2012 Kategoria wycieczka, poŁodzi się
  • DST: 20.73km
  • Czas: 00:58
  • VAVG 21.44km/h
  • VMAX 38.50km/h
  • Temp.: 17.0°C
  • Kalorie: 303kcal
  • Podjazdy: 101m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Do rodziców M. :)

szara miastowa rzeczywistość

Piątek, 20 lipca 2012 | dodano:27.07.2012 Kategoria poŁodzi się
  • DST: 11.47km
  • Czas: 00:39
  • VAVG 17.65km/h
  • VMAX 24.30km/h
  • Temp.: 18.0°C
  • Kalorie: 146kcal
  • Sprzęt: Rower Czerwony
  • Aktywność: Jazda na rowerze
No i niestety, wakacje się skończyły.
Brutalny powrót do rzeczywistości - dentysta :P
i inne sprawunki ;)

Zimno w tym kraju okrutnie!

W bałkańskim kotle dzień 25 powrót

Wtorek, 17 lipca 2012 | dodano:26.07.2012 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 35.51km
  • Czas: 02:04
  • VAVG 17.18km/h
  • VMAX 40.50km/h
  • Temp.: 23.0°C
  • Podjazdy: 241m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Potamos - Saloniki, samolotem do Berlina i Polskim Busem do Łodzi.

Wszystkie zdjęcia z wyprawy

Wichura rankiem trochę zelżała, na tyle, że nie strach było się krzątać wokół namiotu ;)

Na lotnisku składanie rowerów i chowanie ich do pudeł. Wszystko przebiega sprawnie, póki nie dochodzi do bramek na samolot, obsłudze się nie chciało chyba zmienić napisów z naszych bramek z Aten i Norymbergi na Berlin. Skutek był taki, że na 20 minut przed odlotem M. poszedł sprawdzić czy nam nie zmienili bramek, a w tym czasie przyszedł nasz bagażowy, który odbierał rowery i mówi, że to nasze bramki, żeby iść już szybko!
A panie w bramkach nagle zaczęły powiadamiać, że one tu są z EasyJeta i że lot do Berlina i czy są jeszcze może jacyś pasażerowie??
No są! Jak ma nie być, skoro bramki nie zmienione!
To mi mówią, że proszę już wchodzić i się w ogóle pospieszyć bo zamykają. Czy Ci Grecy naprawdę są tacy beznadziejni, czy co? Mówię, że jeszcze jedna osoba, ale nie wiem czy do nich dotarło i mnie ponaglają, żeby wchodzić, bo już wszyscy są na pokładzie i zamykają bramki... a M. nie ma i nie ma...

Na szczęście w końcu się zjawia i właściwie w biegu wychodzimy do autobusu, który nas podwozi pod samolot. Lotniskowa obsługa zapewniła nam atmosferę ciężką jak sytuacja polityczna samej Grecji...

Lot okazuje się świetną sprawą :) To mój pierwszy raz ;)
Aczkolwiek musiało minąć kilka minut, zanim przestało być mi niedobrze po starcie :P
Ale później ... :) Fajna sprawa :)

W Berlinie jesteśmy chyba po 3 godzinach :)
I jest zimno :P
Ciągle się chmurzy, w końcu też pada. Mamy przed sobą kilka godzin czekania na Polski Bus. W pewnym momencie podjeżdża z trasy w drugą stronę, M. jedzie sprawdzić o co chodzi(nie wiemy, że to w drugą stronę), okazuje się, że nieprzyjemny kierowca na pytanie o rower odpowiada, że jak będzie miejsce to weźmie. Decydujemy się więc rowery schować z powrotem w samolotowe pudła.

Kiedy za jakiś czas przyjeżdża znów na nasz widok kierowca strasznie się pieni. Ogólnie sprawia wrażenie nie do końca poczytalnego. Nie dość, że się indorzy na ilość naszych bagaży i rowery, to jeszcze stwierdza, że nas w Poznaniu wyrzuci, jak ktoś nie będzie mógł się zmieścić. To nic, że cały bus jest obsadzony i jak nikt nie wysiądzie to i tak nikt nie wsiądzie, bo nie ma miejsc. W końcu nas zabiera, robiąc przy okazji zdjęcie bagaży. Ciekawe, czy dostanie premię, że tak się lituje nad pasażerami.

Cóż, w Polskim Busie miało być bezproblemowo z rowerami, okazało się bardzo problemowo i nieprzyjemnie, mam nadzieję, że nie będziemy więcej musieli być zdani na łaskę i nie łaskę kierowcy autobusowego i nie będziemy zmuszeni korzystać z busów z rowerami.

W Łodzi jesteśmy o 3 rano, spaaać... :P

Podsumowanie krajoznawcze

Węgry - już drugi raz byłam częściowo w Węgrzech, ani wtedy ani teraz mnie nie ujmują, spotkani ludzie są nawet bardziej "oschli" niż w Polsce. A podobno to taki gościnny i przyjazny naród.A, w Rumunii tacy byli ;)

Chorwacja - byliśmy tam tylko dwa dni i nic nie zobaczyliśmy poza zamkniętymi na cztery spusty wszystkimi sklepami w niedzielę :P
Wszędzie zaś wiszą flagi chorwackie.
Chorwaci, których spotkaliśmy absolutnie przesympatyczni. :)

Bośnia i Hercegowina - opuszczone domy robią niesamowite wrażenie, jeśli ma się świadomość, że to przez wojnę, chociaż zapewne nie wszystkie.
Bośnia zdumiewająco piękna o niewiarygodnym potencjale. Świetna, bardzo mi się podobała. I tu również ludzie bardzo mili :) Chociaż jeżdżą tak, że jazda przy nich to jazda na krawędzi, że tak to ujmę ;)

Czarnogóra - do Podgoricy absolutnie przepiękna :) Później już tylko ładna ;) no i ludzie też przemili :)

Kosowo - okropnie brzydkie :P (poza kanionem z Czakoru, fantastyczny, tam bym chciała wrócić, ale bez tego całego Kosowa :P) a za to ludzie chyba najsympatyczniejsi :) Potrafili się zatrzymać,kiedy siedzieliśmy na poboczu i pytać, czy wszystko w porządku, czy nie potrzebujemy pomocy :)
Zaś na ulicach w miastach dzieje się to co się chce :P Samochody trąbią, kiedy będą wyprzedzać, trąbią pozdrawiając się nawzajem i trąbią w ogóle.
Za miastami jednak raczej spokój :)

Macedonia - ładna, chociaż szału nie zrobiła, poza okolicami Jeziora Ohrydzkiego. Ludzie przeciętni w swojej przyjazności.

Albania - tylko przez nią przelecieliśmy, to co widzieliśmy mnie osobiście wydało się dość intrygujące:) I jeszcze ten właściciel stacji:) no pozostawia miłe wspomnienia.

Grecja - uch....krajobrazowo nie powaliła, ludzie w większości zwyczajnie grzecznie mili. Prawdziwą zmorą było niewydawanie reszty, nie tylko centów ale i całych euro. (może ratują budżet państwa:P) oraz sjesta. Z zakupami trzeba było zdążyć do 13/14 bo później miasta wymierały i sklepu otwartego nie uświadczysz do 17/18 chyba, że jest piątek lub sobota, wtedy można zapomnieć już w ogóle.
Na szczęście sieciówki nie miały tych zwyczajów.

grecka sjesta © Carmelliana


Wszędzie świetne (np. Bośnia niesamowicie zaskoczyła:) Same nowe szosy:)) albo chociaż dobre asfaltowe drogi! :) (poza tą przy granicy czarnogórsko - kosowskiej :P

I wszędzie też rodzinny sposób spędzania wieczorów do późna w nocy - biesiadując, ale poza drobnymi wyjątkami w taki sposób, że nie było to drażniące ani przeszkadzające.

Podsumowanie liczbowo - odczuciowe

całkowity dystans: 2072,54
całkowita suma podjazdów: 19.170

Wyprawa była dla mnie ciężka, momentami nawet bardzo, chociaż świetna i przepiękna.
Stopień trudności znacznie zawyżył koszmarny upał, mam nadzieję, że nigdy więcej nie będziemy musieli w takich temperaturach odbywać wyprawy.
Dodatkowo trudnym dla mnie do przełknięcia był fakt istnienia tureckich kibli. Może to się wydaje komuś dziwne i śmieszne, ale nic na to nie poradzę :P nienawidzę tego ustrojstwa i nie rozumiem też jak można nie montować zamków w drzwiach.

Całość wyprawy okraszona bardzo miłymi ludźmi :) i doborowym towarzystwem ;)

Ponadto dumna z siebie jestem z dziarskiego zdobycia Czakoru i kilku następnych przełęczy :) Okazuje się, że jestem w stanie dotrzymać na podjeździe koła M. B-) co prawda dopiero wtedy, kiedy jest załadowany po dach, ale zawsze to jakieś osiągnięcie :P

No, a skoro mowa o M., to chciałam mu przede wszystkim bardzo podziękować za niesamowite wsparcie, troskę i ogromnie dzielne znoszenie moich słabszych momentów, których trochę jednak było. Za to, że czekał na zjazdach i podjazdach na mnie ;) i w ogóle za świetną zabawę (chociaż ciężko nazwać tę wyprawę zabawą :P) :) i że tak jest fajnie z nim, o :)

W bałkańskim kotle dzień 23 i 24

Poniedziałek, 16 lipca 2012 | dodano:25.07.2012 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 61.07km
  • Czas: 03:11
  • VAVG 19.18km/h
  • VMAX 43.80km/h
  • Temp.: 42.0°C
  • Kalorie: 904kcal
  • Podjazdy: 428m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
15.07
Dzisiaj dzień restowy dla mnie, M. łowi ostatniego BIGa, zanim jednak ruszy idziemy do recepcji, może mają mapę Salonik i może przy okazji zapłacimy za kemping.
W recepcji jednak temat płatności nie został poruszony, za to dostaliśmy mapę :D

W południe M. jedzie na przełęcz, która jest gdzieś kawał drogi od kempingu.

Ja w tym czasie ogarniam nasze stanowisko i biorę kilkukrotnie prysznic :P
Wybieram się też na plażę, ale szybko z niej uciekam, jak tylko widzę, że nie ma na niej ani jednego miejsca z cieniem (chyba, że ktoś sobie weźmie parasol, żeby się pod nim tłoczyć wspólnie z innymi). Na kempingu natomiast sporo liściastych drzew, dają niezły cień, więc jest znośnie. Zasłuchuję się w audiobooku resztę czasu :)

morze egejskie © Carmelliana


16.07

Misja kartony :P
Najpierw ruszamy do zagłębia handlowego kupić taśmy i sznurek do opakowania rowerów w pudłach, potem do Ikei pić :P

Dostrzegamy śmietnik kartonów, w tym kartony z Intersportu, jeden po rowerze pasuje na Czarnego, nie ma jednak kartonu na rower M., nic to. Idziemy do Ikei pić :P Spędzamy tam naprawdę sporo czasu. Jest niesamowity upał.

Ruszamy na poszukiwania sklepu rowerowego i wkrótce nam się poszczęściło, znajdujemy spory, porządny sklep, gdzie koło śmietników stoi wielgachne pudło a w środku mniejsze :) Idealnie!

transport © Carmelliana


made in china :P © Carmelliana


Rezygnujemy jednak szybko z montażu pudła na bagażniku, M. robi sobie uchwyt i wiezie karton w ręku, trzymając go nad ziemią...

Do lotniska jest 5 km, z tymi pudłami to nie lada wyzwanie...
W międzyczasie zatrzymuje się taksiarz i chce nam pomóc, ale gdzie on z tą swoją taksóweczką? nie ma mowy, żeby się pudła zmieściły, zresztą i tak odmawiamy.

Spotykamy go chwilę później, kiedy wreszcie dojeżdżamy do małej knajpki przy lotnisku, gdzie tłoczą się taksówkarze. W knajpce udaje nam się schować kartony na zapleczu :)
Wracamy do Ikei pić :P
i przy okazji jeść ;)
W Ikei dziki tłum... no tak, godziny sjesty...

Kiedy wracamy na kemping okazuje się, że przyjechali nowi goście. Wyjątkowo głośni, dziewczyny z tejże wesołej rodzinki urządziły niewiarygodną wręcz awanturę w toalecie, podczas gdy ja tam brałam prysznic...przy okazji akurat wtedy były problemy z wodą i ledwo ciurkała a w pewnym momencie w ogóle przestała lecieć. Myślałam, że mnie szlag jasny trafi.

Wkrótce okazało się też, że wydrzymordy wylały nasz chłodzący się w zimnej wodzie sok :O Nie bardzo nam się to mieściło w głowie, jak można wylać komuś zapieczętowany sok. Przyniosły co prawda w ramach przeprosin Liptona, za którym w dodatku nie przepadamy, :P ale wcale nas to nie zrekompensowało.

Wieczorem zaś zerwał się bardzo silny, gorący wiatr od lądu, normalnie taki wiatr zwiastuje niezłą ulewę, tu jednak niebo było czyste.
Wiało coraz silniej,a w nocy zerwała się wichura. W dodatku liście drzew tak szeleściły, że ten hałas wraz z wesołą rodzinką stał się nie do wytrzymania, przez niego długo nie mogliśmy zasnąć, a ja w dodatku budziłam się wiele razy w nocy.

Ładnie nas Grecja żegna, nie ma co :P

W bałkańskim kotle dzień 22

Sobota, 14 lipca 2012 | dodano:25.07.2012 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 133.79km
  • Czas: 06:27
  • VAVG 20.74km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Temp.: 40.0°C
  • Kalorie: 2006kcal
  • Podjazdy: 482m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Variko - Katerini - autostrada - Chalastra - autosrada - Saloniki - Epanomi - Potamos

Pierwotny plan na dziś był taki, że dojeżdżamy nad morze połowę drogi do Salonik, a jutro dojeżdżamy.
Równolegle do autostrady biegnie przyjemna szosa, z której widzimy, znaki, że do Salonik jeszcze 80 km, więc już kombinujemy, jak tu przejechać całość jeszcze dziś.

W pewnym momencie nasza droga się kończy, zostaje nam tylko autostrada albo stara droga do Salonik, która nadkłada ładnych kilkadziesiąt kilometrów, no więc wszystko jasne, jedziemy autostradą :P

Ruch niezbyt duży, wielkie pobocze (w Macedonii nie było wcale, gwoli przypomnienia :P), wysokie ukwiecone krzaki odgradzające autostradę od reszta świata i oba kierunki od siebie, i płasko, (omijamy koszmarne górki sprzed dwóch dni) no jechać nie umierać! :)

To jedziemy :) pierwsze bramki omijamy wjeżdżając w Chalastrę i wyjeżdżając w innym miejscu :P
drugie okazują się nieczynne B-) chociaż najpierw sprawdzamy to od dołu :P szutrową dróżką, która jedzie poniżej autostrady ;)
Przez 100 km szosą ilość samochodów, które na nas trąbnęły można zliczyć na palcach jednej ręki :) super :)

Przed samym Salonikami światła, chociaż znaku o końcu autostrady nie było :P mija nas też spokojniutko policja :P

Przejeżdżamy przez centrum Salonik, rzucić okiem na miasto, które ma jakiś taki krótki deptaczek nad morze, a samo jest pobudowane bez ładu i składu, w środku sklepowo - hotelowo - wieżowcowej ulicy nagle jakieś budowle średniowieczne czy inne jakieś takie. No niezbyt teSaloniki, niezbyt ;)

Znajdujemy jeszcze lotnisko i zagłębie handlowe, a potem wyjeżdżamy za miasto do Epanomi, gdzie ma być nasz kemping?
Kemping? Kemping w Epanomi zamknięto wiele lat temu... Ja już nie mam siły nawet tego komentować, a co dopiero się denerwować. Musimy jechać do Potamos, ale do Potamos ciężko trafił, facet na stacji benzynowej, od którego się o tym wszystkim znajdujemy,strasznie się natłumaczył jak tam trafić...

Po drodze pytamy jeszcze jakąś panią czy dobrze jedziemy i stajemy w sklepie, pod którym łapie nas samochodem właśnie ta pani z mężem. Mówią, że pojadą z nami do Potamos, bo tam ciężko trafić.

Rzeczywiście droga nad morze wyjątkowo pokręcona, a najlepsze, że tam gdzie był znak na Potamos prosto, trzeba było skręcić w prawo :P
Nie wiem co by było, gdybyśmy mieli sami tam jechać, robi się coraz ciemniej, jesteśmy zmęczeni, zdenerwowani, a tu jeszcze taka droga..

W końcu para nas zostawia mówiąc, że teraz 3 kilometry cały czas prosto. Jesteśmy na totalnym odludziu, czasem tylko znaki na kemping, ale bez odległości jaka jeszcze została.

Wreszcie udaje nam się dojechać, jesteśmy wykończeni, mijamy recepcję, która schowana jest gdzieś z boku i rozbijamy się gdzieś na tyłach.

W bałkańskim kotle dzień 21

Piątek, 13 lipca 2012 | dodano:24.07.2012 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 29.76km
  • Czas: 01:53
  • VAVG 15.80km/h
  • VMAX 46.90km/h
  • Temp.: 38.0°C
  • Kalorie: 468kcal
  • Podjazdy: 431m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Variko - Litochoro - Variko

Dzisiaj robimy dzień restowy, czyli M. jedzie na BIGa ;)
Którym jest Olimp :)
Olimp © Carmelliana

Mnie wystarcza, że go widzę z dołu:P

Litochoro oddalone jest od plaży o kilka kilometrów pod górę. Jadę i sobie pluję w brodę, że nie zostałam w kempingu :P Chociaż wiem, że bym się na nim zanudziła cały dzień.

Grecja © Carmelliana


Więc szwendamy się najpierw razem po miasteczku, a potem M. jedzie na Olimp, podczas gdy ja się rozglądam ;)
wodospadek w Litochoro © Carmelliana


Litochoro © Carmelliana


A resztę czasu zajmuje mi Grek mówiący po polsku, towarzystwo było takie sobie, ale kiedy udaje się od niego uwolnić odzywa się M., że wraca :)i do kempingu zjeżdżamy razem :)

Dzisiaj już mamy czas na basen B-)
niestety basen lubią też dzieciaki (nie wiem z jakich powodów, skoro kilka kroków od kempingu było morze...), co nam psuje trochę wypoczynek :P
Dopiero, kiedy się w końcu zawijają robi się naprawdę fajnie i można w spokoju cieszyć się basenem :)

A wieczorem spacer nad morze, które okazuje się ciepłe jak zupa! :)
Veriko Beach :P © Carmelliana

W bałkańskim kotle dzień 20

Czwartek, 12 lipca 2012 | dodano:24.07.2012 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 101.83km
  • Czas: 04:51
  • VAVG 21.00km/h
  • VMAX 44.60km/h
  • Temp.: 43.0°C
  • Kalorie: 1542kcal
  • Podjazdy: 391m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Kopanos - Veria - Aleksandria - Katerini - Variko Beach

Upał jest koszmarny, w dodatku w naszym sadzie brzoskwiniowym wytworzyło się chyba coś w rodzaju mikroklimatu? Zdaje się, że wilgotna, bo stale nawadniana ziemia pod drzewkami, zaczęła parować, było nie do wytrzymania gorąco, jakaś zwykła rzecz, typu zwijanie materacyków, stawała się nie lada wyczynem, po którym było się tak spoconym, że wyglądało się jakby weszło się pod prysznic.

Trochę się obawiamy tego dnia, skoro już rano jest tak nieznośnie, ale na szosie okazuje się, że tu jeszcze nie jest tak upalnie jak w sadzie. Dziwne to bardzo, ale i tak sprawia, że zmieniamy dzisiejszą trasę, mieliśmy jechać przez góry, ale odpuszczamy i ruszamy prosto nad morze.

Dzień dość płaski, dopiero pod koniec górki.

Zatrzymujemy się przyjemnym kempingu z basenem :]
Ale dzisiaj do basenu nie wchodzimy, zanim byliśmy ogarnięci ze wszystkim zrobiło się ciemno i padliśmy jak kawki :P

W bałkańskim kotle dzień 18 i 19

Środa, 11 lipca 2012 | dodano:24.07.2012 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 112.07km
  • Czas: 05:49
  • VAVG 19.27km/h
  • VMAX 55.70km/h
  • Temp.: 40.0°C
  • Kalorie: 1691kcal
  • Podjazdy: 812m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
10.07
Rankiem M. wyskakuje na BIGa, ja w tym czasie wszystko ogarniam, chcemy zrobić dzisiaj dzień restowy, ale hotel jest drogi, więc planujemy jechać dalej.
Jednak BIG okazuje się na tyle wyczerpujący, że zostajemy.
Zmieniamy tylko pokój, na trochę bardziej zacieniony, chociaż ciężko stwierdzić, czy było w nim dużo chłodniej i wychodzimy na miasto się restować :P na pieszo!

Jemy absolutnie fantastyczny obiad w lokalnej tawernie (smażone szprotki, boczniaki, ziemniaczane talarki :> )
popijając go greckim czymś przypominającym wino, jak dla mnie to było wino :P z rodzaju tych tanich :P białe i wytrawne, mieszaliśmy je z czymś w rodzaju sprite'a i dało się pić, ale jak się napój skończył, no, to już tylko dla koneserów :P

Kupujemy też fetę, inne dwa sery i oliwki (w markecie, straganów nigdzie przedtem ani nigdzie potem nie uświadczyliśmy) oraz krakersy i zażeramy się nimi. Feta okazała się bardzo dziwna, mniej słona niż ta, którą się u nas spotyka, bardziej gorzka. Może to jakaś słabej klasy feta była :P
Za to oliwki pyszne, jak to oliwki;)

11.07
Florina - Ag. Athanasios - Kelli - Edessa - Skidra - Kopanos

Ruszamy z Floriny, początkowo przedzieramy się przez mocno pofałdowany teren, na jednym z podjazdów zatrzymuje się samochód i wystawiają się dwie ręce z butelkami wody :D wyglądało to przekomicznie i było strasznie miłe :)

Butelkę wody dostajemy też w małym miasteczku, być może te butelki nas ratują, bo przez wiele kilometrów nie było ani jednego sklepu, a nasze zasoby w płyny nie były bardzo obfite.

Pod Naoussą znajdujemy sad brzoskwiniowy, w którym się rozbijemy, ale najpierw M. robi skok na BIGa, ja w tym czasie czytam gazetę, która nam się ostała z Polski i popijam ulubiony napój Greków na upały - kawę frappe :)

W bałkańskim kotle dzień 17

Poniedziałek, 9 lipca 2012 | dodano:23.07.2012 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 123.60km
  • Czas: 06:44
  • VAVG 18.36km/h
  • VMAX 47.50km/h
  • Temp.: 35.0°C
  • Kalorie: 1921kcal
  • Podjazdy: 1395m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Ljubaniste - Albania - Pogradec - Zwezde - Bilisht - Grecja - Antartikos - Pisoderi (przeł.) - Grecja - Florina

Wyjeżdżamy z ostatniego kempingu w Macedonii i ruszamy w stronę granicy. Macedonia szybko się kończy i znajdujemy się w Albanii, piękne widoki na olbrzymie jezioro, którego na zdjęciach oczywiście nie ma :P

Udaje nam się wylawirować przez miasto do głównej drogi i stajemy na stacji benzynowej, żeby zmoczyć koszulki, kiedy dostrzega nas właściciel stacji od razu przybiega z butelką zimnej wody i szklankami "no money, no money!" :)

Ruszmy dalej, jest przyjemnie (poza wściekłym psem który na mnie wyskoczył z krzaków, czy ja przyciągam te durne stworzenia? i przy okazji inne dziwne sytuacje?) i płasko :)

albania © Carmelliana


W pewnym momencie wyrastają przed nami przeolbrzymie góry, a za nimi Grecja.

Zanim jednak Ellada, przejeżdżamy przez dużą wieś u podnóży tych gór, ja obawiam się dzikich dzieci :P tyle się nasłuchałam o nich w takich kulturach, że mam tylko nadzieję, że nie rzucają zbyt celnie kamieniami :P
Ale dzieci nie ma prawie żadnych, a jak są, to tak zdumione naszym widokiem, że stoją jak wmurowane :P

Wyjeżdżamy z Albanii, która jest bardzo ciekawa, ale przynajmniej ja, jestem już zmęczona tą beztroską kulturą, cieszymy się, że wracamy do Unii i państwa na poziomie :P z tym poziomem to tak różnie ale o tym nie przekonamy się jeszcze dziś, na razie mamy taryfę ulgową na przywitanie :P

Dzień mamy skończyć we Florinie, a zanim Florina to podjazd.
Pierwsza grecka przełęcz daje przedsmak tego, jak się lubią bawić na podjazdach Grecy :P chociaż mnie to już nie dotyczy, to jest mój ostatni BIG.

W momencie, gdy Pisoderi uzyskała swoją rzekomo maksymalną wysokość ona wciąż się ciągnęła w górę! I to jeszcze dosyć długo.

Na samej przełęczy próbujemy się wywiedzieć, czy w mieście jest kemping? Akurat trwał tam jakiś remont, więc zagadujemy robotnika, który stwierdza, że jest, tak nam się wydaje, bo stwierdza po grecku, w języku nie podobnym do niczego :P

Zjeżdżamy więc do miasta i rozpytujemy o kemping. Okazuje się, że nic nie ma, jest kilka hoteli, wskazują nam najtańszy (wcale nie tani), gdzie się lokujemy. Niestety nie ma klimatyzacji, jest wiatrak, który nam buczy przez cały czas i lodówka chłodząca do 17 stopni :P

W bałkańskim kotle dzień 16

Niedziela, 8 lipca 2012 | dodano:23.07.2012 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 30.91km
  • Czas: 01:47
  • VAVG 17.33km/h
  • VMAX 48.30km/h
  • Temp.: 38.0°C
  • Kalorie: 486kcal
  • Podjazdy: 381m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Ohrid - Ljubaniste

Od rana M. wyskakuje na Biga, który jest niedaleko, więc ja mam czas się trochę wyspać. BIG okazuje się być bardzo niedaleko, bo budzę się tuż przed sygnałem M., oznaczającym, że już wraca. Ekspresowe ogarnięcie i bieg do sklepu ;) w którym okazuje się że mam za mało pieniędzy! :O muszę przy kasie zostawić wszystkie zakupy poza sosem tatarskim, który potrzebny był mi do kontynuowania robienia kanapek na śniadanie i na drogę ;) pani ekspedientka była bardzo niezadowolona, nie wiedziałam, że można przewracać oczami na tyle stron :P

W końcu wyruszamy, mamy dzisiaj w planach spanie na dziko w Albanii.

Jedziemy przez Ohrid i nie znajdujemy ani jednego zabytku, nie wiem co to UNESCO tutaj ochrania :P
Zaraz za miastem Jezioro Ohrydzkie...
Ohrydzkie jezioro © Carmelliana

siadamy nad nim, jest krystalicznie czyste i ciepłe, super. Siedzimy nad nim dość długo, bardzo nam się podoba, podoba nam się na tyle, że dowiadujemy się o następne kempingi nad jeziorem i postanawiamy zrobić dzisiaj dzień restowy, a jutro przejechać przez Albanię.

Ruszamy więc do Ljubaniste, a prawie cała trasa do miasteczka prowadzi przez potwornie pofałdowany teren (nawet 12%), ciężki ten dzień restowy ;)

Jednak jest bardzo ładnie, Macedonia punktuje tym miejscem :)

Po górkach reszta trasy jest oczywiście w dół, w naprawdę ostry dół, gdzie ja na jednym zakręcie prawie wypadam z prawej strony prosto pod dżipa, tracąc przyczepność tylnego koła, udaje mi się zmienić kierunek, ale trochę mam miękkie nogi po tej przygodzie, nie powiem;)

Docieramy na kemping i rozbijamy się w miejscu w miarę odludnym, jak naiwnie sądzimy, po czym, po wszystkich sprawach organizacyjnych ruszamy nad jezioro kąpać się i wylegiwać. Jest wcześnie, mamy więc dużo czasu na odpoczynek ;)

Wieczorem zaś okazuje się, że tuż obok nas gnieździ się macedońska młodzież, której typowym wieczornym zwyczajem jest biesiadowanie. Puszczają więc muzykę niemal na cały regulator i się zarywają od śmiechu....

Nie poskutkowały ani nasze prośby, ani recepcja, do której udał się M., ani ochroniarz, którego wysłała recepcja, żeby ściszyli odrobinę. Cisza jest o 12 i oni do tej pory będą ryczeli i dudnili z głośników... Nie mam pojęcia do której hałasowali, poszliśmy spać słuchając muzyki ze swoich odtwarzaczy :P

Ohrid © Carmelliana