Info

button stats bikestats.pl
Sezony poprzednie:
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl

 Moje rowery

Rower Zielony 8287 km
Obcy :) 143 km
Rower Czerwony 3954 km
Rower Czarny 37399 km

 Znajomi

wszyscy znajomi(14)

 Szukaj

 Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Carmeliana.bikestats.pl

 Archiwum

 Linki

miasto

Poniedziałek, 5 września 2011 | dodano:05.09.2011 Kategoria do M., poŁodzi się
  • DST: 11.62km
  • Czas: 00:39
  • VAVG 17.88km/h
  • VMAX 30.81km/h
  • Temp.: 23.0°C
  • Podjazdy: 51m
  • Sprzęt: Rower Czerwony
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Uniwerek po książki do magisterki. Jak zwykle nietrafione...

Trochę odczuwam teren tu i ówdzie ;)
Ciekawe, że "kondycja terenowa" ma tak niewiele wspólnego z asfaltową. Przynajmniej u mnie;)

Dolina Mrogi

Niedziela, 4 września 2011 | dodano:04.09.2011 Kategoria wycieczka
  • DST: 96.36km
  • Czas: 05:13
  • VAVG 18.47km/h
  • VMAX 43.70km/h
  • Temp.: 25.0°C
  • Kalorie: 1416kcal
  • Podjazdy: 614m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
z M. :)
Łódź - Andrzejów - Wiączyń - Las Wiączyński - Adamów - Doliną Mrogi do Bogdanki - Tworzyjanki - Wągry - Doliną Mrogi do Kołacina - Syberia - Górna Mrożyca - Grzmiąca - Polik - Moskwa - Plichtów - Nowosolna - Łódź

Teren: 36.5

Zachciało mi się górek ;) i żeby się tak sponiewierać i upocić jak na wyprawie :P ;);)

Zatem wybraliśmy się się w teren, zjechać Dolinę Morgi o tyle o ile się da ;)
te 33 w terenie są dwa razy gorsze od asfaltowej dwusetki :P

Jednakowoż jestem dzieckiem szosy :P za każdym razem wypadając z terenu na ulicę oddychałam z ulgą :P
Aczkolwiek sam teren i wycieczka nasza bardzo była fajna :)
A terenowe zjazdy są fajniejsze niż asfaltowe ;) chociaż pokonuję je raczej w stylu emeryta - rencisty, ale i tak świetnie:)

Ale co mi się dziwić,, jak na prostej drodze wyleciałam z roweru :P koło omsknęło się na kamieniu i trzasnęłam o ziemię, zbijając sobie kość poniżej biodra, mogę zapomnieć o spaniu na prawym boku w najbliższym czasie :P ;)

Pozostałości po młynie z 2 poł. XIX w. © Carmelliana

miasto

Sobota, 3 września 2011 | dodano:03.09.2011 Kategoria poŁodzi się
  • DST: 20.73km
  • Czas: 01:03
  • VAVG 19.74km/h
  • VMAX 25.37km/h
  • Temp.: 19.0°C
  • Podjazdy: 54m
  • Sprzęt: Rower Czerwony
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Retkinia

Ale się beznadziejnie jeździ na czerwonym :P jak ja mogłam na nim zasuwać, zanim przesiadłam się na Treka? :P

Pojechałabym sobie w jakieś góry... :)) (chyba mnie dopadło ... sama nie wiem jak to nazwać :p ale, że podjazdy to jest to, żebym nie wiem jakimi paniami lekkich obyczajów ciskała i się wściekała ze zmęczenia ;) )

miasto

Piątek, 2 września 2011 | dodano:02.09.2011 Kategoria poŁodzi się
  • DST: 11.51km
  • Czas: 00:40
  • VAVG 17.27km/h
  • VMAX 27.19km/h
  • Temp.: 21.0°C
  • Podjazdy: 45m
  • Sprzęt: Rower Czerwony
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Dziekanat - Galeria - Przychodnia

W stronę do - pod wiatr i w korkach
a w od - strąbiona przez kierowcę który mnie nie widział, a ja go owszem i nie wiem po co trąbił, skoro się zatrzymałam, żeby jechał :P

miasto

Czwartek, 1 września 2011 | dodano:01.09.2011 Kategoria poŁodzi się, do M.
  • DST: 21.42km
  • Czas: 01:09
  • VAVG 18.63km/h
  • VMAX 29.45km/h
  • Temp.: 24.0°C
  • Podjazdy: 57m
  • Sprzęt: Rower Czerwony
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Biblio (jedna, druga) i Port Łódź i mały zaległy M. ;)

Ale dziwnie, jak pot nie leje się strumieniami :P
Właściwie to chłodnawo dzisiaj ;)

A jakie mam nogi ekstra dzięki rowerowaniu! To klękajcie narody! :D:D ;)

ten ostatni wtorek

Wtorek, 30 sierpnia 2011 | dodano:30.08.2011 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 118.33km
  • Czas: 05:25
  • VAVG 21.85km/h
  • VMAX 49.60km/h
  • Temp.: 25.0°C
  • Kalorie: 1786kcal
  • Podjazdy: 710m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Seged (pociąg) Hidasnemeti - Koszyce (pociąg) - Poprad - Nowy Targ (pociąg) - Łódź

(wszystkie zdjęcia z wyprawy Tu

Wsiadamy rano w pociąg i wysiadamy Budapeszcie, wsiadamy w kolejny pociąg i wysiadamy w Hidasnemeti, skąd rowerami jedziemy do Koszyc.
Pociągi węgierskie mają bardzo duże przedsionki, rowery spokojnie wchodzą. W Koszycach wsiadamy w bardzo ładny pociąg do Popradu. Klimatyzacja, woda w kranie, automatyczne drzwi. Europa;) Konduktorzy przesympatyczni. Jest super.

Poprad. Stąd jedziemy do Nowego Targu. Początku miało być Zakopane, bo to stacja startowa, a nie wiadomo jak dużo ludzi będzie jechało w pociągu. Jednak dość szybko się okazuje, że ja ledwo jadę, a do Zakopca pod górę. Jestem ciągle głodna, zaczyna być mi słabo, w pewnym momencie zaczynają mi się zamykać oczy, w żołądku mnie kłuje, oblewa mnie zimny pot, chyba nie mający nic wspólnego z chłodem panującym w górach.

Na drodze bardzo fajnej ścieżki rowerowej jest zajazd/restauracja. Trzy kawałki karmelowo – czekoladowego ciasta. Pyszne i chyba najdroższe jakie jadłam w życiu ;) Trochę pomaga, chociaż na podjeździe na przełęcz wciąż jest mi tak sobie, a po wstaniu z ławki na postoju kręci mi się w głowie.

Później przechodzi zupełnie. Na szczęście. Może ciasto się strawiło;)

Dojeżdżamy do okropnego dworca w Nowym Targu. Kiedy w końcu nadjeżdża pociąg (parę minut po 21) (co w przypadku PKP wcale nie było takie pewne przecież) i w dodatku jest dość długi (co tym bardziej nie jest pewne) okazuje się, że jest przedział rowerowy. Były też miejsca siedzące, nawet tyle, że każde z nas miało początkowo dwa miejsca obok siebie dla siebie i mogliśmy się jako tako na nich zwinąć i pójść spać.
Pospaliśmy w taki sposób do pierwszej w nocy, bo potem pociąg zalała fala dzikiego tłumu i już nie mieliśmy dwóch siedzeń dla siebie ;)

Niedługo potem konduktor oświadczył, że był wypadek i będziemy opóźnieni. Później się okaże, że trzy godziny. Po nocy w pociągu cała byłam obolała, ale w końcu dojechaliśmy do Łodzi ;)

Podsumowując:

Super wyprawa, Rumunia bardzo mi się podobała, ludzie bardzo sympatyczni, którzy prawie zawsze nam machali albo uśmiechali się, niestety również prawie zawsze trąbili, a to, że wyprzedzają, a to, że pozdrawiają, trochę to było uciążliwe;)
Upały, które były w Rumunii okazały się być naprawdę przyjemne i znośne w porównaniu z serbskimi.
Piękne widoki w Rumunii, bardzo przyjemne, ładne miasteczka i bardzo fajne miasta.
Niestety dużo półdzikich psów, które atakują rowerzystów. Nie wszystkie, wiele z nich raczej jest zastraszonych i głodnych, a część to bardzo milusińskie zwierzęta.
Rumunia nie należy też do najczystszych krajów. Na poboczach leżą rozwłóczone śmieci, a na ulicy potrącone zwierzęta, przeważnie psy.
Finansowo Rumunia mile zaskakuje.

Natomiast Serbia, poza Dunajem, okazała się nudna i brzydka. Brzydkie miasteczka i wsie, okropne upały i patelnia, często zupełny brak cienia. Również nie należy do najczystszych miast, a ponadto ludzie nie są tak mili. Często przeszkadzało im, że stawiamy rowery nie w tym miejscu co trzeba (według nich).
W Serbii było jednak pyszne salami, już w Rumunii było świetne, ale w Serbii jeszcze lepsze. A w obu krajach napoje były dużo za słodkie ;)
W Serbii, ale również w Rumunii, bardzo dużo opuszczonych budynków.
Finansowo Serbia okazała się mniej więcej taka jak Polska. Campingi w Serbii gorsze niż w Rumunii.

Super też było przejechać przez Słowację i Polskę górami :)

Natomiast, jeśli chodzi o M. to jestem pod niesamowitym wrażeniem i podziwiam go, jak potrafi się orientować w mapie/terenie i jak zawsze wie, czy dobrze jedziemy. Jak jest w stanie zrobić zakupy w sklepie, chociaż brakuje mu całości kwoty ;) jak umie stargować cenę w każdym języku i że w ogóle jest w stanie się dogadać w każdym języku i radzi sobie w sklepach, które mnie trochę dezorientowały, z czego zdałam sobie sprawę trochę później, ale się nie przyznałam, aż do teraz ;)
No i jestem mu bardzo wdzięczna za tę cierpliwość, jaką ma;)

A jeśli chodzi o mnie to jestem zdziwiona, że każdego dnia miałam siłę na luzaku przejechać każdy dystans jaki był do przejechania, chociaż podjazdy nie raz mnie bardzo męczył i nieraz ciskałam Trekiem na pobocze, jakby to była jego czy czyjakolwiek wina, że już mam serdecznie dość.
Trochę żałuję, że nie jechałam na BIGi, ale nie były nigdy po drodze, a zawsze gdzieś w bok, kiedy jednak mając do wyboru odpoczynek po kilku ładnych podjazdach wybierałam ten odpoczynek. Mam chyba za mało samozaparcia.
I zła jestem na siebie o te ruchliwe zjazdy i zatłoczone, ruchliwe ulice, że się ich boję, tego ruchu i ich nie cierpię.
Ale i tak, mimo wszystko jestem z siebie bardziej zadowolona niż niezadowolona;)))

Pierwszy i ostatni nocleg na Węgrzech ;)

Niedziela, 28 sierpnia 2011 | dodano:30.08.2011 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 116.44km
  • Czas: 05:41
  • VAVG 20.49km/h
  • VMAX 35.80km/h
  • Temp.: 31.0°C
  • Kalorie: 1690kcal
  • Podjazdy: 189m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Feketić - Subotica - Szeged (Hu)

W Szegedzie (skądinąd bardzo ładnym)
Szeged © Carmelliana
, gdzie miał być camping, pani powiedziała, żebyśmy spadali, bo oni robią remont. Remont, w środku sezonu.
Odesłała nad 8 km dalej. Trochę niebardzo, zważywszy, że w centrum był dworzec, a nasz pociąg o 4:30. Dzięki informacji turystycznej udało nam się zarezerwować pokój w pensjonacie, ale przy drodze był drogowskaz na inny pensjonat, bliżej, a po drodze na tenże znaleźliśmy jeszcze inny. Dom był około kilometra od dworca.

Ostatni nocleg w Serbii

Sobota, 27 sierpnia 2011 | dodano:30.08.2011 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 133.29km
  • Czas: 05:52
  • VAVG 22.72km/h
  • VMAX 44.90km/h
  • Temp.: 36.0°C
  • Kalorie: 2078kcal
  • Podjazdy: 573m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Belgrad - Nowy Sad - Feketić

Wschód słońca nad Dunajem © Carmelliana


Zjazd, który zaliczyliśmy dzisiejszego dnia, ja określiłam jako jeden z najgorszych, właściwie koszmarny. Może, gdybym od początku wiedziała, że jest jednokierunkowy byłoby dużo lepiej, ale zorientowałam się na samym końcu. Wyprzedzanie tych wlokących się ciężarówek było z jednej strony fajne, ale z drugiej kosztowało mnie zbyt wiele nerwów, ponieważ zjazd był bardzo ruchliwy. Nie, to nie na moje nerwy, cienki Bolek ze mnie strasznie, aż mi głupio.

Wieczorem docieramy do Feketića, camping jest od razu na początku wsi, od naszej strony, zupełnie pusty, rosną tu całkiem niezłe winogrona, którymi się objadamy na deser :)

Bleeeeegrad :p

Piątek, 26 sierpnia 2011 | dodano:30.08.2011 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 36.28km
  • Czas: 02:19
  • VAVG 15.66km/h
  • VMAX 33.10km/h
  • Temp.: 38.0°C
  • Kalorie: 494kcal
  • Podjazdy: 165m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Belgrad
max climb 18%

Rano przedłużyliśmy pobyt o kolejny dzień, tym razem w namiocie, ludzie się zebrali i nie mógł powiedzieć, że nie ma miejsca. Dodatkowo zapłaciliśmy za rowery…
na(mio)talia;) © Carmelliana

Wybraliśmy się obejrzeć Belgrad, który dużo tracił w świetle dnia. Kiedy ruszaliśmy wczorajszego dnia z Placu, świeciły już światła ulicy i było jednak całkiem ładnie, ale teraz widać było jaki wielki i brzydki jest Belgrad z porujnowanymi budynkami i brzydkimi rzeźbami, na które szkoda było wyciągać nawet aparat.
zniszczone budynki © Carmelliana

Okropnie zatłoczone i ruchliwe ulice wygoniły mnie, histeryczkę, na chodnik, a przecierpliwy M. bez słowa krytyki jechał ze mną po nich.

Na campingu okazało się po raz kolejny, że jest po prostu żenujący. W campingowym barze, gdzie stała pusta lodówka na napoje odmówiono nam wstawienia na chwilę do schłodzenia się naszych butelek, a na dużym daszku ocieniającym stolik wisiała kartka „for camp stuff only” (właśnie tak;) ), którą i tak zbytnio się nie przejęliśmy.

Belgrad

Czwartek, 25 sierpnia 2011 | dodano:30.08.2011 Kategoria Wyprawy i Wylewy ;)
  • DST: 134.61km
  • Czas: 06:56
  • VAVG 19.41km/h
  • VMAX 45.40km/h
  • Temp.: 44.0°C
  • Kalorie: 1980kcal
  • Podjazdy: 883m
  • Sprzęt: Rower Czarny
  • Aktywność: Jazda na rowerze
Veliko Gradište - Pożarevac - Smederevo - Grocka - Bolec - Belgrad

Koszmarny upał. 44st. sprawiły, że niemożliwe ciężko się jechało, mieliśmy absolutnie wszystkiego dość, a M. dodatkowo zdobywał BIGa w tym upale. Ja w tym czasie pojechałam prosto do Belgradu
Beograd © Carmelliana
.
Zanim dojechałam na Plac Rewolucji,gdzie miał dojechać M., przejechałam kawał tego wielkiego miasta, które okazało się dodatkowo brzydkie, ale może dlatego, że byłam zmęczona i chciałam już być na Placu. Dość długo czekałam na M. i zaczynałam się już niepokoić, a czas umilały mi lekkie mdłości żołądka ;) Kiedy wreszcie przyjechał M. wyglądał źle (chybaśmy się nabawili porządnego przegrzania) a przed nami była jeszcze najgorsza część każdego z dni, czyli szukanie campingu.

Ulica na której się znajdował, była na końcu miasta. Na jedynej tabliczce informującej o campingu nie dostrzegliśmy po ciemku strzałki i błądziliśmy w tę i z powrotem, póki kogoś nie spotkaliśmy i nie powiedział nam o strzałce. Rzeczywiście, rano ją zauważyliśmy.

Kiedy wjechaliśmy na teren campingu panowie z recepcji zaczęli na nas krzyczeć i gwizdać, żebyśmy się zatrzymali. A my tylko się wtoczyliśmy na rowerach, żeby dojechać do ściany recepcji i oprzeć rowery… pan podszedł i oznajmił, że „kemping full”. Miejsca było dość, ale nie mieliśmy ochoty się z nim kłócić. Bungalow? Yes. No to bungalow, który nas dzisiaj bardziej urządzał. Tak nam się wydawało.

Szybko się jednak okazało, że w domku jest tak duszno i gorąco, że nie da się w nim spać, a otwarte okna i drzwi skutkują nalotem komarów, w związku z czym nie mogliśmy spać z duchoty, odganiając się wciąż od komarów.

W końcu w nocy rozbiliśmy namiot i w nim spaliśmy. Aż dziwne, że facet nam nie kazał dopłacać za rozbicie. Czując się źle po tym dniu postanowiliśmy zrobić sobie dzień odpoczynku i przy okazji skorzystać z możliwości i obejrzeć Belgrad.

Zanim jednak mogłam w nocy wejść do namiotu, musiałam znaleźć swojego sandała, którego porwał jeden ze szczeniaków, jakie łaziły po campingu. Byłam pewna, że jeśli w ogóle go znajdę, to w strzępach. Na szczęście jednak był w stanie nienaruszonym.